To ma być felieton o zdradach. Taki paskudny temat na grudzień? A całkiem stosowny, bo kończy się rok, który można podsumować i rozliczyć.

Żyjemy w dość tradycyjnym kraju, gdzie ceni się monogamię: jeśli nie dozgonną, to chociaż seryjną. Pragniemy mieć związek z kimś, kto będzie nam wierny. A sami? Jak Kalemu kradną krowy, to czy boli go tak samo, jak kiedy sam kradnie? Właśnie. Zatem, jak nam wypadł bilans lojalności. A może coś mamy na sumieniu i będzie nas nad talerzem barszczu z uszkami gryzło sumienie? Magiczny czas podsumowań i motywacji, żeby coś uporządkować i zamknąć, może skończyć się świąteczną masakrą.

Tak więc, droga Naczelno, zgodnie z życzeniem, będzie o zdradzie.

Nie można mieć wszystkiego, nawet jak się bardzo chce. A najbardziej chce się mieć to czego się właśnie nie ma. Taka nieustająca pogoń za uciekającym króliczkiem może kosztować srogo i to nie tylko w przeliczeniu na peeleny.

Jeśli nie można, nie chce, nie potrafi się doceniać własnego stanu posiadania, samopoczucie siada. Można zazdrościć pozostałym, że mają większy dom, droższy samochód, lepszą pracę, fajniejsze przygody na Instagramie. Oj można. Można zaglądać za płot, gdzie trawa zawsze wydaje się bardziej zielona. Wydaje się, to słowo klucz.

Ważniejsze o wiele jest to, co zrobimy z faktem, że nam się wydaje.

Pewnemu panu wydawało się, że sąsiad ma ładniejszą i zgrabniejszą żonę. Samochód też – ładniejszy, zgrabniejszy, młodszy i droższy. Jak ta żona. Ale samochodu nie można tak bezkarnie podprowadzać na chwilę, żeby sobie nim poszaleć. A już z małżonką taka sytuacja jest możliwa. Zatem dość regularnie podprowadzał na małe szaleństwo to tu to tam, sąsiadową połowicę. Jak do tego doszło, nie wiadomo. Jakoś poszło.

Przez pewien czas wszyscy byli zaskakująco zadowoleni. Pan zdrajca był niesłychanie miły i uczynny dla sąsiadów i vice versa, bo czemu nie. Dobry sąsiad to skarb! Obie małżonki nie miały co narzekać: jedna miała nieustająco dobry nastrój i była niezwykle wyrozumiała dla partnera, druga cieszyła się z klimatu w domu, bo mąż kwiaty przynosił, prezenty, przyjemny dla rodziny i wesół był jako ten skowronek. Aż wszystkim się przyjemniej żyło. Ale do czasu.

Kłopoty w raju pojawiły się, kiedy zieleńsza za płotem trawa zaczęła jednak okazywać się zupełnie taka sama jak na własnym podwórku. Trochę marudziła, trochę wybrzydzała. Nie podziwiała dostatecznie, seks zaczął powszednieć, kłody słały się pod nogi. Hotele drożały, na łonie natury zaczynało szronić, a sąsiedzi z naprzeciwka zamontowali sobie kamery i takie mieli hobby, że oglądali potem ulicę, komentując wszystkie zdarzenia i osoby. Jak tu się chyłkiem przemknąć?

Podwójnie urobiony nasz sympatyczny zdrajca zaczął ponosić koszty mentalnej i fizycznej konspiracji oraz erotycznej gimnastyki. W plecach strzykało, nastrój pogarszał się znacznie. Nie starczało sił na wcześniejszą wyrozumiałość dla domowników, małżonka irytowała, dziatwa była za głośna, obiad niesmaczny. No i głowa – głowa zaczynała go wieczorami boleć, ledwo się biedaczek położył do łóżka to masz. W domu zrobiło się pole minowe, małżonka się zorientowała, że coś musi być na rzeczy.

Za płotem działo się podobnie.

Ponieważ los lubi chichotać w nieoczekiwanych momentach, to zachichotał. Sąsiad rogacz zaczął zwierzać się sąsiadowi (tak, temu przyprawiającemu mu rogi), że małżonka się jakoś zepsuła. Niemiła, kłótliwa, w domu niefajnie itd. Usłyszał: „Moja to samo!”. O dziwo, dobrze się obaj w temacie dogadywali, właściwie dogadywali się świetnie. Z każdą otwieraną puszką otwierali się coraz bardziej i zwierzali ze swojego smutnego życia w związkach, gdzie kobiety ich nie rozumieją. Nic a nic. Skończyli nad ranem, szlochając sobie rzewnie nawzajem w ramię i poczuli że złączyła ich prawdziwa, męska przyjaźń. I nie mieli czego sobie zazdrościć. Wprawdzie jeden z nich nie był świadom, że brata się z rywalem, ale drugi już tak.

Panie nie poszlochały sobie w mankiety nad prosecco. Nie tak łatwo! Jedna doszła do wniosku, że wszyscy faceci są tacy sami, rzuca w diabły facetów, a druga wstąpiła na wojenną ścieżkę. Kobieta na wojennej ścieżce bywa cholernie skuteczna i dociekliwa, toteż szybko wytropiła wroga i uderzyła na konfrontację, wlokąc za ucho niewiernego. Wszyscy czworo zgodnie uznali, że sytuacja jest raczej zła, różnica zdań powstała na tle orzekania o winie. Tu znowu każde było zgodne, że inni bardziej zawinili co prowadziło do kolejnych różnic i wymiany zdań na całe, spokojne dotychczas osiedle podmiejskie.

Po wszystkim pozostał ino gruz, zgliszcza i konieczność wyprowadzki jednej lub drugiej strony zza płotu.

I co? Morał naszej bajki na koniec starego roku jest taki, że zdrada wymaga sprawności fizycznej, odporności psychicznej, wyobraźni, dyskrecji, zdolności aktorskich – a i tak się na finał nie opłaca.

Jak się umawiamy na związek, to wchodzimy na kruchy lód. Może się udać zupełnie dobrze taka jazda w parze, może będą nawet figury. Może się czasami trafić kruchy lód, może trzeba będzie kogoś podnosić albo wyciągnąć z przerębla. A czasami lepiej będzie puścić ręce i jeździć solo. To się okaże. Ważne, żeby nie przejeżdżać nikomu łyżwami po stopach, świadomie czy nie.

Dlatego, szykując się do świąt, doceńcie dobrostan i drugą połowę. Jeśli taka jest. Jak nie ma, to doceniajcie komfort świętego spokoju, a tę drugą połowę, być może uda się docenić, jak się znajdzie.

Nie zazdrośćcie i nie wywołujcie zazdrości.

Chwilowo sypie śnieżek, więc trawa nigdzie nie będzie zieleńsza. I to jest plus. Idźcie się poślizgać!

 

Prestiż  
Grudzień 2023